RSS
środa, 20 stycznia 2010
Jedno zadanie na raz

Nie da się łapać siedem srok za ogon a sześć profesji to siódma bieda. Podobno przysłowia są mądrością narodów, które innej mądrości nie mają – ale akurat nad tymi bym się zastanowił. W pracy nad własnymi finansami osobistymi zdecydowanie polecałbym podejście – jedno zadanie na raz.

A więc jeżeli chcemy na przykład nauczyć się zapisywać wszystkie wydatki to na razie nie przejmujmy się ich wysokością, nie starajmy się zmieniać zakupowych nawyków, budżetować itp. Dopiero kiedy po miesięcznym podsumowaniu nie będziemy mieli manka przyjdzie pora na dalsze etapy.

Taka koncentracja pozwoli nam na osiągnięcie psychologicznych korzyści z szybszej realizacji jednego konkretnego celu, oraz na uniknięcie poczucia beznadziei, gdy staramy się i staram a lista spraw do załatwienia w ogóle się nie skraca.

11:11, marcinhorala
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Hobby a finanse

Część hobby to po prostu skomplikowane sposoby wyjmowania nam z kieszeni pieniędzy. Zazwyczaj funkcjonują w obrębie mechanizmów luksusowej konsumpcji.

Weźmy na przykład takie narciarstwo. Kupno nart butów i kijków to zaledwie czubek góry lodowej. Ilość związanych z narciarstwem akcesoriów jest nieskończona (podobnie jak przy innych kosztownych hobby), dochodzą do tego koszty podróży, noclegów – a jak to na wyjeździe również stołowania się poza domem. No i jako wisienka na szczycie deseru dochodzą codzienne koszty korzystania z wyciągów.

W dzisiejszych czasach nawet tak zupełnie elementarna i prosta czynność jak udanie się na długi spacer nie może być po prostu spacerem tylko „nordik łoking” do którego absolutnie niezbędne jak zakupienie kijków i wielu innych możliwych i niemożliwych akcesoriów.

Zachęcam do nieco bardziej świadomego podejścia do naszych hobby i raczej kultywowanie takich, które przyczynią się do zarabiania pieniędzy, same się sfinansują, przyczynią się do oszczędności lub chociaż są darmowe albo bardzo tanie.

Oczywiście hobby ma nam przede wszystkim sprawiać przyjemność i uprawianie zajęć, które nam przyjemności nie sprawiają tylko dlatego że są tanie nie ma najmniejszego sensu. Ale może jest tak, że tylko trochę modyfikując sposób spędzania wolnego czasu możemy sporo zaoszczędzić? Może zamiast wzmiankowanego nordic walking możemy po prostu chodzić na spacery? Może zamiast drogiej siłowni możemy ze znajomymi pograć w piłkę na świeżym powietrzu?

A może jeszcze uda się na czymś zarobić, albo przynajmniej zaoszczędzić? Ja na przykład bardzo żałuję, że nie lubię majsterkować. Majsterkowanie, wykonywanie drobnych domowych remontów to hobby które może nam przynieść dziesiątki tysięcy oszczędności! Ale i inne mogą być przydatne np. związane z samodzielnym wykonywaniem odzieży i podobne (szydełkowanie, haftowanie, krawiectwo, robienie na drutach), ogrodnictwo (osobiście wręcz nienawidzę przez urazy z dzieciństwa). Hobby oczywiście musi przede wszystkim sprawiać przyjemność, ale warto też z kilku nam odpowiadających wybrać to, które jest najkorzystniejsze ekonomicznie. Najlepsze stanowić mogą dodatkowe źródło dochodu, niezłe sfinansują się same lub będą darmowe, warte uwagi są również te prawie darmowe. Z hobby będących studnią bez dna na grubą kasę lepiej się wystrzegać.

Tagi: hobby
12:29, marcinhorala
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 stycznia 2010
Budżetowanie

Nie jest specjalnym odkryciem, że do naszych osobistych finansów powinniśmy podchodzić jak do małego biznesu. A żaden biznes nie obejdzie się bez budżetu. Jeżeli chcesz uniknąć wydawania więcej niż nas stać, musisz najpierw wiedzieć na co cię stać.

Zamiast teoretyzować przedstawię sprawę na własnym przykładzie. Otóż najpierw do budżetu wpisuję wszelkie stałe rachunki i opłaty: czynsz, kablówkę, spłatę kredytu itp. Następnie rezerwuje kwoty na zaplanowane większe wydatki jak na przykład przegląd samochodu, czy urodziny córki. Kolejnym krokiem jest zarezerwowanie 2100 na pozostałe wydatki – zakładam kwotę 70 PLN dziennie na drobne wydatki – jedzenie itp. – oraz wydatki nie zaplanowane. Pozostałą kwotę przeznaczam na oszczędności. Oczywiście zgodnie z zasadą płacenia sobie najpierw kwotę przeznaczoną na oszczędności przelewam na odpowiednie konta bezpośrednio po wykonaniu budżetu.

Techniki mogą być różne. Kto inny może na przykład zamiast stałej sumy na dzienne wydatki porobić budżety na jedzenie, chemię, itp. Jest też system kopertowy, w którym wybieramy z początkiem miesiąca gotówkę jaką chcemy przeznaczyć na codzienne wydatki i dzielimy na koperty opisane nazwami dni. Każdego dnia możemy więc wydać tylko tyle ile przewidzieliśmy w kopercie na dany dzień plus to co zostało z kopert wcześniej otwartych.

Przyjęcie takiego czy innego systemu jest sprawą wtórną. Najważniejsze żeby poddawać regularnej analizie nie tylko przeszłe wydatki (temu służy ich zapisywanie) ale i aktywnie planować wydatki przyszłe. Świadomość że oto takim to a takim wydatkiem wyczerpiemy budżet na przyjemności w tym miesiącu może bardzo pomóc w nakłonieniu siebie do oszczędności.

Uchylę trochę rąbka tajemnicy mojego budżetu. Ja miesięcznie budżetuje:

610 złotych na czynsz (400 w lecie, w tym jest już opłata za gaz),

800 na spłatę kredytu hipotecznego (rata ok. 600-625 a reszta na fundusz poduszki kredytowej)

500 złotych na koszty transportu (benzyna do samochodu, jakieś drobne wydatki eksploatacyjne + bilet miesięczny żony),

150 rachunek za telewizję, telefon i internet (zazwyczaj jest lekko poniżej planu)

60 rachunek za komórkę żony

600 złotych na duże zakupy miesięczne w Makro,

do tego w zależności od potrzeb oddzielne kwoty na planowane większe wydatki (np. przegląd samochodu, OC, rachunek za prąd – płacę od razu za pół roku jak przyjdzie, zakup nowych butów czy wesele w rodzinie),

300 rezerwa na niezaplanowane wydatki

1800 złotych na wszystkie wydatki nie zaplanowane (a więc 60 dziennie). Tu wchodzą wszystkie wydatki nie zaplanowane powyżej. A więc zarówno jedzenie, środki czystości, rozrywka i tak dalej (większość żywności, chemii itp. zakupuję na zapas raz w miesiącu w Makro, więc te 60 dziennie na czteroosobową rodzinę zazwyczaj wystarcza).

Reszta (ile to zależy od wysokości zaplanowanych wydatków specjalnych) idzie na oszczędności. Zgodnie z zasadą płacenia sobie najpierw przelewy na oszczędności wykonuje zaraz po opracowaniu budżetu na nowy miesiąc.

Jak widać wyżej nie rozrzucam się strasznie ani nie bieduję. Co miesiąc oszczędzam na różne cele tyle że trzymam się w ryzach długofalowych planów oszczędzania na emeryturę, przyszłość dzieci itp. W razie spadku dochodów mam pole do zaciskania pasa.

A Wy w jaki sposób i jakie kwoty na jakie cele budżetujecie?

12:22, marcinhorala
Link Komentarze (1) »