RSS
środa, 25 lutego 2009
Zaprzyjaźnij się z gotówką

Dawno dawno temu za górami za lasami pensje wypłacane były w zakładzie pracy przez kasjerki, a w dniu wypłaty przy bramie zakładu pracy czekały żony chcące wyłowić mężów zanim po drodze do domu z wypłatą w kieszeni zdryfują w stronę baru. W dzisiejszych czasach brzmi to jak bajka o żelaznym wilku a co najmniej historia o tym że kiedyś jeździło się konno. Teraz mamy nasze konta, przelewy, karty płatnicze itp.  

Tymczasem obrót gotówkowy ma kolosalną zaletę – psychologiczną. Czując fizyczny ciężar, widząc fizyczną objętość gotówki jesteśmy po prostu podświadomie mniej skłonni do jej wydawania. Operacja fizycznego wyjmowania banknotów z portfela jest dla niektórych wręcz bolesna. Znacznie łatwiej przejechać po czytniku kawałkiem plastiku. Gotówka do karty ma się do siebie jak konkret do abstraktu, a umysłowi ludzkiemu znacznie łatwiej ogarniać konkrety. 

Dlatego zachęcam do powrotu do obrotu gotówkowego jeżeli chodzi o codzienne wydatki. Sprawdziłem to na sobie i na znajomych – i jest to potwierdzone badaniami. Średni koszyk zakupów opłacanych kartą jest większy od opłacanych gotówką. 

A więc na codzienne wydatki nośmy ze sobą gotówkę a kartę najlepiej trzymajmy w domu. Będziemy wydawać mniej. Unikniemy poważnych niebezpieczeństw w wypadku zgubienia/kradzieży karty. Poza tym gotówka otwiera pole do dalszych psychologicznych sztuczek. Na przykład jeżeli ktoś ma problem z „rozchodzeniem się” pieniędzy codziennie nie wiadomo na co, niech wyznaczy sobie limit codziennych wydatków i niech codziennie tylko tyle gotówki dokłada do portfela. Jeżeli nie będzie do tego nosił karty to po prostu fizycznie nie będzie w stanie wydać więcej niż by chciał. Dla kogo innego problemem mogą być niepotrzebne rzeczy wrzucane do koszyka pod wpływem impulsu podczas weekendowych zakupów w hipermarkecie. Wówczas rozwiązaniem jest spisanie listy zakupów, podliczenie ile mniej więcej powinny kosztować towary na liście -  i wzięcie ze sobą na zakupy odliczonej kwoty pieniędzy. Można nawet metodą naszych babć z początkiem miesiąca odkładać do kopert rachunki wraz z gotówką potrzebna na ich opłacenie (choć ja osobiście polecam raczej płatność przelewem niezwłocznie po otrzymaniu rachunku). 

Tak czy inaczej – pora na nowo zaprzyjaźnić się z gotówką.

09:50, marcinhorala
Link Komentarze (1) »
piątek, 20 lutego 2009
Dlaczego nie warto brać kredytów?

Każdy kredyt (z wyjątkiem bardzo rzadkich rat 0% nie będących manipulacją tylko faktycznymi ratami 0%) związany jest z określonymi kosztami.

Jeżelli więc kupuję telewizor kosztujący 3000PLN na kredyt, który będę spłacał w dziesięciu miesięcznych ratach po 360PLN to przepłaciłem 600PLN. Tak naprawdę płacę więc aż 600 złotych za to, że będę miał nowy telewizor zaledwie o osiem miesięcy szybciej. Warto?

To jednak jeszcze nic w porównaniu z ludźmi, którzy jadą od kredytu do kredytu, dla których spłacenie pożyczki jest momentem w którym z radością mogą zaciągnąć pożyczkę na coś nowego - takie osoby po prostu stale przepłacają za wszystkie swoje większe zakupy 10-20-30% albo i więcej.

Szczególnie zaś dziwią mnie osoby naprawdę biedne, które też pożyczają - a ponieważ mają słaby rating kredytowy pożyczają najdrożej w różnych Providentach i tym podobnych. Im ktoś jest biedniejszy tym bardziej nie stać go na kredyt!

Oczywiście grają tu rolę dwa podstawowe czynniki:

1. Przymus okoliczności. Są wydatki naprawdę niezbędne jak np. koszty leczenia, wydatki powodowane różnymi zdarzeniami losowymi itp. i tu faktycznie środki po prostu muszą się znaleźć, jak się nie da inaczej to w postaci kredytu. Są również wydatki prawie-że-przymusowe (np. nowa pralka, lodówka, kuchenka gdy stara padnie na amen), bez których można by się obejść teoretycznie ale trzeba by być mieć osobowość psychopatyczną, dla normalnego człowieka obycie się bez nich jest niemożliwe - i wówczas również pieniądze po prostu muszą się znaleźć.

Jaka na to rada? Ano banalnie prosta - oszczędzać. Że co, że biednego nie stać żeby oszczędzać? A na spłacanie kredytu to będzie stać? Tak naprawdę to właśnie biednego nie stać na to żeby nie oszczędzać! Choćby najdrobniejszą sumę. Nawet czteroosobowa rodzina, która musi przeżyć miesięcznie za 2000 złotych może oszczędzić na przykład 30 złotych miesięcznie. A to 30 złotych miesięcznie będzie oznaczało że w dwa lata już będą zabezpieczeni przed awarią jednego z urządzeń gospodarstwa domowego (i wpadnięciem z tego powodu w długi a co za tym idzie ponoszeniem związanych z nimi kosztów).

2. Pęd do natychmiastowej konsumpcji. Zresztą umiejętnie podsycany przez cały około kredytowy biznes. Najnowsza nowość, musisz mieć już teraz, teraz, teraz. Przez parę miesięcy pracowałem w banku specjalizującym się w pożyczkach konsumpcyjnych i podstawowym trikiem jakiego uczono nas na szkoleniach było skłonienie klienta żeby poczuł przyjemność jaką może mieć już za chwilę z kupionej rzeczy. "Proszę sobie wyobrazić, że już dziś mógłby pan oglądać film na swoim nowym telewizorze, po co czekać?"

Ano po to, żeby nie przepłacić tych 10-20-30% - a więc w perspektywie móc pozwolić sobie na więcej lepszych rzeczy.

Sprawa jest prosta - jeżeli kredyt kosztuje np. 20% to ktoś kto żyje cały czas na kredyt będzie mógł sobie pozwolić w skali całego życia na konsumpcję o powiedzmy 30% mniejszą od osoby która zarabia tyle samo, ale na swoje wydatki oszczędza (bo oszczędzający nie tylko uniknie kosztów kredytu ale jeszcze otrzyma zyski ze swoich inwestycji).

Kredytujący będzie tylko miał większe natężenie konsumpcji w początkowym okresie, a oszczędzający w późniejszym - ale per saldo będzie zawsze do przodu (chyba że wpadnie pod samochód, albo będzie III wojna światowa).

Jedynym wyjątkiem od zasady nie brania kredytów są moim zdaniem kredyty mieszkaniowe - bo okres oszczędzania byłby zbyt długi z powodu dużej wartości inwestycji i stosunkowo niskiego oprocentowania kredytu. Bardziej sensowne jest spłacanie kredytu przez 30 lat niż kupno mieszkania za gotówkę po 20 latach gnieżdżenia się kątem u rodziców/teściów. Ale i tu absolutnie nie warto "iść na maksa" i kupować najlepsze mieszkanie na jakie nas stać. Czy na prawdę te 10m2 więcej jest warte 20lat fajnych wakacji co roku, albo wyjścia do restauracji co miesiąc przez 20 lat, czy co tam jeszcze by sprawia nam przyjemność? Warto sobie odpowiedzieć na takie pytanie.

Biorąc kredyt żeby coś kupić tracimy wielokrotnie, bo:

1. Ponosimy koszty kredytu.

2. Tracimy zyski z inwestowania naszych oszczędności w trakcie zbierania na daną rzecz.

3. Kupujemy pod wpływem impulsu, podczas gdy kilka miesięcy do namysłu zazwyczaj spowoduje iż decyzja o zakupie będzie bardziej racjonalna.

4. Zajmujemy sobie część swojej zdolności kredytowej, co gdy zdarzy się jakaś katastrofa (choroba, wypadek) i na prawdę będziemy zmuszeni wziąć kredyt zdecydowanie pogarsza naszą sytuację (ten przymusowy kredyt będzie przez to droższy, mniejszy, albo w ogóle go nie dostaniemy).

No więc dlaczego ludzie biorą kredyty? Bo nie myślą, nawet w swoim własnym interesie.

15:21, marcinhorala
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 lutego 2009
Zautomatyzuj się, czyli dlaczego warto w życiu mieć zasady

Człowiek jest istotą zawodną. Ma tendencje do zapominania, odwlekania, poddawania się sugestię i tak dalej. Spróbujmy więc popracować nad tym, żeby nasza ludzka ułomna natura jak najmniej przeszkadzała nam w realizacji naszych finansowych celów. 

Po pierwsze część czynności naprawdę przy minimalnym wysiłku można zautomatyzować. Przede wszystkim oszczędzanie, które jak już pisałem wcześniej powinno być naszym pierwszym miesięcznym wydatkiem. Dla osób utrzymujących się z pracy najemnej (a więc mających dochód w miarę stałej wysokości otrzymywane mniej więcej w tym samym dniu miesiąca) nic prostszego jak zorganizować system stałych zleceń które w dzień po wypłacie oszczędzą nam nasze pieniądze przelewając je na dedykowane w tym celu konta/subkonta. 

Po drugie i ważniejsze warto opracować sobie i wdrożyć system zasad które będziemy bezwzględnie stosować. Zasad-nawyków, które wejdą nam w krew do tego stopnia że z czasem przestaniemy zauważać ich istnienie, staną się odruchami warunkowanymi występowaniem określonych okoliczności. Takie samo-zautomatyzowanie. 

Ważne żeby były to zasady raz przyjęte, stałe, najlepiej fizycznie spisane na kartce którą nosimy np. w portfelu – i  bezwzględnie stosowane i niezmienne (to znaczy zmieniane tylko gdy w naszym życiu zdarzy się coś poważnego np. spory awans albo utrata pracy – i zawsze zmiana musi być sformalizowana i dokonywana w domu a nie np. podczas zakupów). 

Mogę podrzucić kilka propozycji takich zasad korzystnych dla osobistych finansów: 

  1. Rachunki, bez względu na ich zapadalność, płacę zawsze bezpośrednio po ich utrzymaniu.
  2. Na zakupy do supermarketu zawszę idę ze spisaną listą rzeczy do kupienia.
  3. Na zakupy nie zabieram karty płatniczej ani tym bardziej kredytowej tylko gotówkę ograniczoną do kwoty nieznacznie (np. 10%) większej od kosztów planowanych zakupów.
  4. Zakupu rzeczy o wartości większej niż 500 PLN dokonuję nie wcześniej niż w 30 dni po podjęciu decyzji.
  5. W restauracji nigdy nie zamawiam jednego z trzech najdroższych dań w karcie.
  6. Poza sklepami z odzieżą używaną mogę kupić tylko jedno ubranie w miesiącu.

Każdy musi sam zanalizować swoje zachowania, i opracować zasady dla siebie. Sprawy których dotyczą, kwoty, okresy czasowe powinny być dostosowane do konkretnych problemów jakie mamy w życiu z kontrolą nad naszymi pieniędzmi. Nie chodzi też o mnożenie zasad ponad miarę, powinno ich być kilka tak, aby można było łatwo je opanować. A więc powinny dotyczyć naszych największych problemów, spraw które najbardziej szkodzą naszemu budżetowi. Np. z podanych wyżej przykładów nie ma sensu przyjmowanie zasady nr 5 prze kogoś kto je poza domem kilka razy do roku. 

Zasady jako takie generalnie są dobre często przez sam fakt swojego istnienia. Zasada, że jedziemy na zielonym świetle a stoimy na czerwonym jest równie dobra jak zasada dokładnie odwrotna. Ważne żeby jedną z tych zasad przyjąć i bezwzględnie stosować. Podobnie z naszymi zasadami finansowymi. Główną ich zaletą jest automatyzacja naszego działania. Zamiast setki razy walczyć z pokusą przy sklepowej półce raz na zawsze przyjmujemy Zasadę i więcej się nie zastanawiamy.

12:34, marcinhorala
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 lutego 2009
Zapisuj wydatki

Jeżeli miałbym w jednym słowie streścić problemy jakie ludzie mają ze swoimi finansami, to w większości są to problemy z niekontrolowanie wydatków. Tymczasem do prowadzenia gospodarstwa domowego powinniśmy podchodzić jak do prowadzenia malutkiej firmy. A w każdej, nawet najmniejszej firmie nie da się niestety funkcjonować bez odrobiny księgowości. 

Dokładne zapisywanie wszystkich wydatków to pierwszy i niezbędny krok do zapanowania nad swoimi pieniędzmi. Chyba każdemu z nas zdarzyło się zastanawiać „przedwczoraj wyciągałem z bankomatu 300 zł, gdzie one się rozeszły?”. Otóż tylko dokładnie zapisując wydatki zaczniemy wiedzieć gdzie nasze pieniądze „się rozchodzą”. Nie jest to wbrew pozorom takie trudne i zajmuje góra kilka minut dziennie – ważne żeby nabrać nawyku i faktycznie codziennie zasiąść do komputera albo zeszytu (zdecydowanie lepiej komputera) i zapisać wydatki. Dla osób obdarzonych słabszą pamięcią dobrym pomysłem będzie notowanie ich w ciągu dnia na bieżąco w jakimiś podręcznym notesiku albo w telefonie komórkowym. Pomocne może też być nabranie nawyku automatycznego zbierania do portfela paragonów – by wieczorem je wyjąć, podliczyć i wpisać. 

Dlaczego polecam wpisywanie w komputerze, najlepiej w jakimś arkuszu kalkulacyjnym a nie w zeszycie? Ano pod koniec miesiąca powinniśmy się tym wydatkom analitycznie przyjrzeć, podsumować ile wydaliśmy na jedzenie a ile na rozrywkę. To będzie bardzo dobry materiał do planowania co chcielibyśmy zmienić w przyszłości, ale i pewnie źródło dużych zdziwień („nigdy bym nie przypuszczał że aż tyle wydaje na drożdżówki w zakładowej kafeterii”). Arkusz kalkulacyjny bardzo ułatwia takie zabawy w sumowanie, rozbijanie, grupowanie, pozwala tworzyć wykresy, które od razu przemówią nam do wyobraźni. 

Ważne żeby naprawdę sumiennie wpisywać dokładnie wszystkie, nawet najdrobniejsze wydatki. I przy dość dużym stopniu szczegółowości. To znaczy nie trzeba zapisywać jabłka 4,25 chleb 2,30, mleko 2,60, wystarczy: jedzenie kupione na rynku: 9,15, ale konieczne jest rozbijanie wydatków z różnych kategorii: ubrania, jedzenie, .środki czystości, rozrywka itp. Z biegiem praktyki na pewno każdy zoptymalizuje sobie podział na kategorie wydatków. Najważniejsze – powtarzam jeszcze raz – żeby zacząć sumiennie je zapisywać.  

Dodam na zachętę – to naprawdę działa. Zazwyczaj już sam fakt notowania wydatków powoduje ich nieznaczne zmniejszenie.

10:45, marcinhorala
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 lutego 2009
Zapłać najpierw sobie

Początkiem każdej podróży jest pierwszy krok i nie da się nigdzie dojść bez wykonania owego pierwszego kroku. Podobnie ma się sprawa z uzdrowieniem własnych finansów – też trzeba kiedyś zacząć to robić. I jest na to jeden zdecydowanie najlepszy moment. Teraz.

Jak więc ten pierwszy krok postawić już teraz? Otóż należy zacząć oszczędzać. A jak to zrobić skoro na koniec miesiąca zazwyczaj nie mamy czego oszczędzić bo nic nam nie zostało z pensji? Ano klucz tkwi w stwierdzeniu „na koniec miesiąca”. W istocie podobnie tłumaczą się często ludzie zaciągające kredyty konsumpcyjne. Otóż mówią tak – „jakbym miał/miała oszczędzać po trochu na ten nowy telewizor to bym nie dała rady – co miesiąc trafiłby się jakiś wydatek i pieniądze by się rozeszły. A jak muszę zapłacić ratę kredytu to muszę i dzięki temu telewizor mam”. Proponuję żeby postępować zgodnie z tą logiką - ale do oszczędzania zmusić się samemu bez straszaka w postaci banku i komornika.

Konieczna jest zmiana mentalności, przestawienie priorytetów. Przestawienie oszczędności z ostatniego na pierwsze miejsce hierarchii ważności. A za taką operacją mentalną pójść musi jeden konkretny czyn. Otóż – jeżeli go jeszcze nie mamy – zakładamy oddzielny rachunek oszczędnościowy. Następnie określamy sobie ile bylibyśmy w stanie zaoszczędzić miesięcznie. Na początek może być to nawet mała kwota – 100 złotych, 50 złotych, a niechby 20 złotych (dwadzieścia złotych powinna być w stanie zaoszczędzić nawet dość biedna osoba). I taką kwotę przelewamy na nasze oddzielne konto NIEZWŁOCZNIE po otrzymaniu pensji (czy środków z dowolnego innego stałego źródła utrzymania). Jeżeli otrzymujemy wypłatę regularnie najlepiej utworzyć na koncie stałe zlecenie przelewu na dzień-dwa po dniu w którym zazwyczaj na naszym koncie księgowana jest pensja.

W ten sposób płacimy sobie najpierw, nasze własne długofalowe finansowe dobro stawiamy na pierwszym miejscu. I sami siebie „zmuszamy” do oszczędności.

13:48, marcinhorala
Link Komentarze (1) »