RSS
piątek, 26 lutego 2010
Nałogi

Tu dywagacje będą krótkie bo sprawa jest prosta. Nałogów nie warto mieć z wielu przyczyn – ale również finansowych. Pieniądze wydawane na nałogi to pieniądze wyrzucone w błoto. Nawet gorzej – za te pieniądze sobie szkodzimy, więc właściwie lepiej by było faktycznie te pieniądze wyrzucić. Rzucenie palenia pozwoli nam uwolnić znaczącą miesięcznie sumę, nie wspominając już o nałogach zupełnie rujnujących finansowo jak hazard czy alkoholizm.

Jak ktoś nie jest uzależniony, to może sobie z rozsądnego budżetu na rozrywkę wygospodarować trochę środków na alkohol czy wyroby tytoniowe (choć te drugie zazwyczaj mało kto konsumuje dla przyjemności jeśli nie jest nałogowcem). I nic poza tym.

Czy muszę kogoś przekonywać że nie warto wyrzucać pieniędzy?

Tagi: nałogi
13:13, marcinhorala
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 lutego 2010
Tanie jedzenie

Podobno średni procent wydatków gospodarstw domowych na żywność świadczy o zamożności społeczeństwa – to znaczy im jesteśmy bogatsi tym procentowo mniejszą część naszych dochodów wydajemy na żywność. Z jednej strony właściwie każdy musi jeść żeby żyć – z drugiej strony jak się zaweźmie to zje dwa obiady, ale trzech czy pięciu nie zje. A konsumpcja na innych polach nie podlega takim naturalnym ograniczeniom, więc im większe środki do dyspozycji tym pewnie większy procent wydatków będzie stanowić. Ta swoista „sztywność” wydatków na jedzenie jest jednak bardzo względna. Mimo wszystko można na jedzeniu bardzo dużo zaoszczędzić, albo wręcz przeciwnie bardzo dużo na nie wydać.

Nie jestem tu jakimś szczególnym ekspertem więc nie będę się rozwodził ale jedna zasada aż bije w oczy – prawie w każdym przypadku jedzenie przyrządzone samemu jest kilkukrotnie tańsze od tego z restauracji/baru/bistro. W amerykańskiej blogosferze przejawia się motyw „brown bag lunch” w celu uniknięcia wydatków na jedzenie w pracy. Z moich obserwacji wynika, że w Polsce nieśmiertelne kanapki (i nieśmiertelny słoik z sałatką w dzień po świętach) trzymają się jeszcze mocno. To dobrze, bo chyba jednym z najgroźniejszych sposobów na wyrwanie dziury w budżecie jest nabycie nawyku codziennego kupowania czegoś do jedzenia w pracy.

Jeżeli miałbym dać jedną poradę dotyczącą oszczędzania na jedzeniu – to byłaby ona następująca: jak najwięcej jedz w domu, jedzenie własnoręcznie przygotowane z podstawowych składników. Im mniejszy własny nakład pracy w przetworzenie i przygotowanie jedzenia tym większa cena. Gdy jedzenie od początku do końca przygotował ktoś inny i jeszcze nam podał – będzie kilka-kilkanaście-kilkadziesiąt złotych droższe od takiego samego przygotowanego samodzielnie. Jedzenie poza domem powinno w ogóle zniknąć w naszej optyce z przegródki „jedzenie” i znaleźć się w przegródce „rozrywka”.

Jak już jemy poza domem to też warto pamiętać że zazwyczaj największa przebitka jest na napojach. W ogóle warto pomyśleć jak ograniczyć nieco ograniczyć rachunek w restauracji – na przykład rezygnując z butelki wina, deseru czy przystawek. Być może przyjemność będzie mniejsza niezauważalnie, za to rachunek – kilkukrotnie.

Odnośnie konkretnych przepisów na przygotowanie taniego i smacznego jedzenia w domu nie wypowiadam się bo się nie znam, może ktoś z czytelników coś zaproponuje albo podrzuci linka na ten temat?

Tagi: Jedzenie
13:15, marcinhorala
Link Komentarze (1) »