RSS
piątek, 20 marca 2009
Inflacja stylu życia

Czy nie masz wrażenia, że stale brakuje ci pieniędzy, ze ledwo wiążesz koniec z końcem? A teraz zastanów się. Skoro ledwo wiążesz koniec z końcem teraz, jak to możliwe że żyłeś kilka lat temu z jeszcze mniejszej pensji, że żyłeś np. na studiach w ogóle bez żadnej stałej pensji i – również ledwo wiążąc koniec z końcem – ale żyłeś, nie chodziłeś nago i nie umarłeś z głodu.

Odpowiedź jest prosta – inflacja stylu życia. Z czasem obrastamy w piórka czy też mówiąc innymi słowy: do dobrego człowiek przyzwyczaja się bardzo szybko. Bardzo młodemu człowiekowi wystarczy często dach nad głową choćby gdzieś kątem w podnajętym pokoju oraz zaspokojenie głodu najprostszymi produktami żywnościowymi. Z czasem młody człowiek zyskuje porządną pracę, zakłada rodzinę i standardem staje się dla niego własne mieszkanie (kupione lub wynajmowane) jakiś samochód, porządniejsze ubrania, potem w skład niezbędnego standardu zaczyna wchodzić lepszy samochód, drugi samochód, większe mieszkanie, wakacje za granicą, lekcje jazdy konnej dla dzieci, wyjście raz na jakiś czas do restauracji, markowe kosmetyki i tak dalej.

 Oczywiście nie ma w tym nic złego, że ludzie żyją sobie coraz dostatniej i wygodniej. Zły jest nawyk, według którego każdy wzrost dochodów oznaczać będzie szybki, bezrefleksyjny, wzrost wydatków o tą samą kwotę. Nie mamy wówczas kontroli nad naszymi wydatkami i tracimy szansę żeby wykorzystać dodatkowy dochód na coś, na czym naprawdę nam zależy. Zamiast tego dochód przejadamy i – ponieważ szybko przyzwyczajamy się do dobrego – za parę miesięcy nie będziemy nawet czuli że jesteśmy bogatsi. Ot nadal wszystko będzie się rozchodzić na „podstawowe potrzeby”. Te „podstawowe potrzeby" mogą się rozrastać właściwie w nieskończoność. 

Co się stało to się nie odstanie i i trudno żeby mąż i ojciec dzieciom przeprowadził nagle swoją rodzinę do pokoju w akademiku i zaczął ją karmić zimną pizzą sprzed trzech dni. Możesz trochę ograniczyć swoje obecne wydatki i znajdziesz tu porady jak to zrobić, ale na razie najważniejsze jest żeby przynajmniej ich automatycznie nie zwiększać. Kiedy tylko nadarzy się okazja np. dostaniecie  podwyżkę, zmienicie pracę na lepszą lub w inny sposób zwiększą się wasze dochody – nie wrzucajcie tych dodatkowych pieniędzy do worka z napisem „bieżąca konsumpcja”. Jeżeli do tej pory żyłeś ze starym telewizorem i nie planowałeś kupna nowego, to nie kupuj od razu nowego tylko dlatego że niespodziewanie łatwiej możesz za niego zapłacić. Ten remont planowany na za trzy lata też niech odbędzie się w planowanym terminie a nie już teraz.

 Skoro teraz żyjesz za ile żyjesz – to dasz radę żyć nadal z tym samym dochodem. A dodatkowe pieniądze przeznacz na swój finansowy cel: na szybsze uwolnienie się od długów, na zabezpieczenie przyszłości swojej i/lub dzieci czy na cokolwiek innego do czego naprawdę potrzebujesz pieniędzy. Najlepiej zgodnie z zasadą automatyzacji poprzez stałe zlecenie przelewu z konta w dzień po wpłynięciu pensji. W ten sposób nawet nie poczujesz że masz możliwość przepuścić więcej. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal.

11:53, marcinhorala
Link Komentarze (4) »
piątek, 13 marca 2009
To że coś istnieje nie oznacza, że trzeba z tego korzystać

Czytając różne książki i artykuły z poradami na temat finansów osobistych natrafiam często na podobny schemat: z jednej strony promują one systematyczne oszczędzanie i inwestowanie – czemu tylko przyklasnąć i zaznajamiają z różnymi formami oszczędzania i inwestowanie – co bardzo pouczające. Niestety z drugiej strony równie wyczerpująco opisują różne sposoby zadłużania się i często nawet – o zgrozo – zalecają korzystanie z nich.

Jak kupujesz samochód to weź kredyt samochodowy, jak mieszkanie to jak największy kredyt hipoteczny, jak większy zakup to zapłać kartą kredytową, wyrób sobie kredyt odnawialny w koncie, potem tym wszystkim jeszcze pewnie dodatkowo obciąż swój dom biorąc kredyt konsolidacyjny.

Moim skromnym zdaniem tego rodzaju publikacje nie zasługują na miano poradników a jedynie informatorów. Są jak katalog alkoholi w którym nie ma ani słowa o skutkach alkoholizmu. Oczywiście taki katalog może być ciekawy i przydatny, ale nikt by go nie nazwał poradnikiem zdrowego żywienia.

Albowiem – o czym będę jeszcze wielokrotnie pisał – zasadą zdrowych finansów osobistych jest przede wszystkim w ogóle się nie zadłużać a jak już się to zdarzy to dług możliwie szybko spłacić.Nie dajmy się złapać na marketingowy chwyt polegający na wywołaniu wrażenia, że nowoczesny człowiek korzysta z jak największej ilości produktów bankowych. Tak jak nie musisz próbować wszystkich produktów żywnościowych w supersamie tak nie musisz korzystać z wszystkich produktów finansowych. Za każdym razem należy rozważyć osobisty rachunek zysków i strat i z niektórych produktów bankowych korzystać, z innych tylko przy wyjątkowej okazji a od jeszcze innych trzymać się z daleko. Może będziesz przez to mniej „nowoczesny”, ale na pewno bogatszy.

13:15, marcinhorala
Link Komentarze (1) »
czwartek, 05 marca 2009
Te straszne banki...

Banki oczywiście mają swoje za uszami. Generalnie dążą do maksymalizacji zysku, nakłaniają do podpisania umowy, czasami nawet łamiąc prawo czy etykę a bardzo często je naginając. Stosują psychologiczne sztuczki, manipulują informacjami i tak dalej. 

Niemniej kiedy po raz któryś tam z kolej czytam artykuł czy list do redakcji w rodzaju: wziąłem kredyt we franku jak był po 2 złote bo myślałem że będzie tak zawsze. A teraz mi rata podskoczyła i ledwo wiążę koniec z końcem. 

Albo jeszcze lepsze – pani Iksińska ma 12 kredytów konsumpcyjnych w bankach o łącznej wysokości rat 3 tys. a zarabia tylko 2 tys. i co teraz, co ona biedna ma zrobić, jakie złe te banki że jej te kredyty dawały. 

No więc kiedy tak czytam i czytam takie historie to bierze mnie pusty śmiech. A kto ci ptaszku sympatyczny kazał te kredyty brać? Przedstawiciel banku cię namawiał? Ojej, biedny miś. A jak cię misiaczku będę namawiał żebyś mi oddał samochód to mi oddasz? Pracownik banku przystawił ci pistolet do głowy? Zagroził że zabije dziecko jak nie weźmiesz kredytu? Sfałszował twój podpis pod umową? A to nie wiesz że kursy walut się zmieniają? A przeczytać umowę którą podpisujesz nie łaska? A sprawdzić kursy walut z ostatnich kilku lat? Albo chociaż dodać do siebie raty kredytów które ochoczo bierzesz i porównać z tym ile zarabiasz? 

Bolesna prawda jest taka, że tak jak dzisiejszy kryzys ściągnęła nam na głowę głupota Amerykanów którzy uwierzyli że wartość ich domów będzie rosnąć w nieskończoność podobnie jak indeksy giełdowe i zawsze będzie można jeszcze trochę dopożyczyć – tak problemy finansowe tych biednych misiów z artykułów z około-kryzysowej serii zawdzięczają misie samym sobie. Było pożyczać we frankach tyle, żeby z móc to z ledwością spłacić przy najkorzystniejszym kursie franka od kiedy sięga pamięć? Było brać i przejadać dwanaście kredytów? Myśleliście że już do końca waszego życia wszystko będzie wam się układać w sposób najlepszy z możliwych? Że bank nie będzie chciał na waszej umowie zarobić? Że pożyczonych pieniędzy nie trzeba będzie oddać? Że przez kilkadziesiąt lat kariery zawodowej nigdy nie stracicie pracy ani nawet wam nie obniżą pensji? CZY WY W OGÓLE MYŚLICIE? 

Podobnież najgorsze combo to połączenie chciwości z głupotą. Produkuje finansowe jelenie, które same włażą w sidła.

14:40, marcinhorala
Link Dodaj komentarz »