RSS
piątek, 12 marca 2010
Scenariusze awaryjne

Zainspirowany starym wpisem na blogu No Credit Needed (link gdzieś po prawej) postanowiłem zastanowić się nad kilkoma finansowymi scenariuszami awaryjnymi dla mojej rodziny.

1. Żona straci pracę. W obecnej chwili wymagałoby to bankructwa jej firmy bo jako przebywająca na urlopie wychowawczym podlega szczególnej ochronie zatrudnienia. Właściwie nic by to nie zmieniło w naszych finansach bo na urlopie wychowawczym i tak nic nie zarabia. Dorabia jednak trochę ucząc angielskiego w szkole językowej na umowę-zlecenie. Gdyby żona straciła to zajęcie to również właściwie nic by się u nas nie zmieniło – po prostu zdecydowanie mniej byśmy co miesiąc oszczędzali. Być może lekko byśmy ograniczyli bieżącą konsumpcję żeby spadek w comiesięcznych oszczędnościach nie był zbyt drastyczny.

2. Ja stracę pracę. To byłby zdecydowanie większy problem. Przy założeniu zdecydowanego ograniczenia konsumpcji (ale bez jakiej gwałtownej pauperyzacji) funduszu awaryjnego starczyłoby nam na około 9-10 miesięcy szukania pracy. Dalsze 9-10 miesięcy dałoby przejadanie aktualnych oszczędności na cele konsumpcyjne (nowy samochód, wakacje) Później trzeba by już dokonywać bardziej drastycznych zmian (na przykład sprzedać samochód).

3. Przestanę być radnym – przy takim ograniczeniu wydatków jak punkt wyżej wyjdziemy na zero. Pewnie wówczas szukałbym jakiegoś dodatkowego zajęcia żeby dorobić choć parę stów umożliwiających comiesięczne oszczędzanie.

Oczywiście zdecydowanie gorzej miałyby się sprawy gdyby opisane wyżej punkty się skumulowały. Gdyby wszystkie wystąpiły jednocześnie (jednocześnie straciłbym pracę i ja i żona i jeszcze przestałbym być radnym) to oszczędności starczyłoby góra na cztery miesiące. To jednak jest wybitnie miało prawdopodobne. Niemniej staram się cały czas powoli zwiększać fundusz awaryjny i zdecydowanie nie jest zadowolony z jego wysokości. Robię to jednak powoli priorytetowo traktując inne cele oszczędzania, bo – realistycznie planując – szansa że jednocześnie urwą nam się wszystkie źródła dochodów jest naprawdę minimalna. Raczej w najbliższych latach możemy się spodziewać wzrostu możliwości zarobkowych żony po zakończeniu urlopu wychowawczego.

Podsumowując: uważam, że jestem nieźle zabezpieczony na wypadek utraty źródeł dochodu, ale jeszcze jest pole do poprawy. Docelowo chciałbym aby fundusz awaryjny wystarczył na pokrycie co najmniej 12 miesięcznych wydatków. Jednak, jeżeli nie zdarzy się coś nieprzewidzianego, na dojście do takiego stanu rzeczy daję sobie dobre kilka lat.

11:07, marcinhorala
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 08 marca 2010
Inwestowanie w siebie

Co jest najcenniejszym zasobem każdego człowieka? Otóż on sam. Dom, samochód, nawet rodzinę można niestety stracić, ale nie samego siebie. To znaczy oczywiście też można, tylko wtedy to już będzie nam naprawdę wszystko jedno.

Dlatego najlepszą inwestycją jest inwestycja w samego siebie. Zwiększanie i podtrzymywanie swoich możliwości zarobkowania. Po pierwsze możemy to osiągnąć poprzez nabywanie nowej, cenionej na rynku, wiedzy, umiejętności itp. Po drugie poprzez utrzymanie fizycznej możliwości zarobkowania, do czego konieczne jest zachowanie zdrowia.

Oczywiście nie znaczy to że mamy bezkrytycznie podchodzić na przykład do zapisywanych nam leków. Często mają tańsze zamienniki. A już zwłaszcza krytycznie powinniśmy podchodzić do różnych nie-zapisywanych „suplementów diety”.

Natomiast zdecydowanie nie warto oszczędzać na wizytach u lekarza, opiece dentystycznej, niezbędnych lekach. Warto też zadbać o zdrowie wydając nawet trochę więcej na zdrowe odżywanie czy na uprawianie jakiegoś sportu (wiele sportów można uprawiać za darmo lub prawie za darmo).

czwartek, 04 marca 2010
Nie wódź się sam na pokuszenie

Każdy, kogo spytać twierdzi że na niego reklamy – i szeroko pojęty marketing – nie mają wpływu. Pewnie ten i ów ma rację, do pewnego stopnia. Generalnie jednak jakoś tak się składa że firmy nadal wydają miliardy na reklamę więc w skali makro ta reklama musi być skuteczna. A to znaczy że i w skali mikro musimy, po prostu statystycznie rzecz biorąc musimy, czasami jej ulec. Pewnie często w nieświadomy sposób.

Dlatego najlepiej maksymalnie odciąć się od reklamowego przekazu. Zmieniać kanał jak lecą w telewizji, nie klikać w necie w reklamowe linki, nie czytać promocyjnych gazetek i ulotek (ale, przy okazji apeluję, brać je na ulicy – rozdawacz też człowiek i musi na życie zarobić – wiem osobiście jaka to ciężka i niewdzięczna praca).

A już szczególnie powinniśmy unikać wszelkich form marketingu bezpośredniego. Podstawowym założeniem technik tego rodzaju jest skłonienie nas do zakupu pod wpływem impulsu, a więc bez odpowiedniego zastanowienia. Jeżeli sam sprzedawca ocenia że po poddaniu dłuższej ocenie jego produkt nie będzie wyglądał na warty zakupu…

Dlatego nie dajmy się skusić na różne „darmowe” prezenty które potem będą się kurzyły i zajmowały miejsce na półkach i omijajmy szerokim łukiem znajomych którzy dzwonią do nas z propozycjami jakichś „okazyjnych” zakupów tudzież „niezobowiązujących” udziałów w prezentacjach. Jeżeli sami nie szukamy jakiegoś produktu albo usługi, innymi słowy, jeżeli sami nie inicjujemy kontaktu w sprawie jego potencjalnego zakupu (idąc na przykład do sklepu) – to znaczy że w danym momencie życia ów produkt lub usługa nie jest nam najwyraźniej potrzebny. Godząc się na kontakt z bezpośrednim sprzedawcą, idąc na prezentację itp. wystawiamy się niepotrzebnie na pokuszenie, ryzykujemy że ktoś nas omota przy pomocy psychologicznych sztuczek i pod wpływem nastroju chwili kupimy coś, co jest nam zbędne.

14:27, marcinhorala
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 marca 2010
Kolejność wydatków

Znaczna część ludzi wydaje pieniądze w następującej kolejności: najpierw rachunki i opłaty, potem wydatki „niezbędne”, potem przyjemności, a jak coś zostanie to oszczędzają. Czasem – o zgrozo – rachunki i opłaty są nawet przesuwane bliżej końca listy priorytetów. Już sama kolejność przesądza o braku możliwości skutecznego oszczędzania. Już potrzeby postrzegane jako „niezbędne” mają tendencję do dążenia do nieskończoności o wydatkach na przyjemności nie wspominając. Na oszczędności rzadko kiedy coś zostanie.

A więc zgodnie z zasadą płać sobie najpierw należy przemeblować wzmiankowaną hierarchię. Pierwszym priorytetem powinny być zdecydowanie oszczędności. Następnie rachunki i obowiązkowe spłaty. Następnie rzeczy „potrzebne” i na koniec przyjemności. Tym sposobem nie będziemy poświęcać swojej przyszłości na rzecz chwilowych przyjemności. Samo życie zmusi nas do racjonalnej oceny czy rzeczy potrzebne są naprawdę potrzebne a przyjemności naprawdę przyjemne. Jak zabraknie pieniędzy będziemy ich szukać w takiej właśnie ocenie – a nie w rezygnacji z oszczędności.